Kilka słów o aktywności podczas wizyt

Kilka słów o aktywności podczas wizyt

#Z życia catsittera

Wiecie dobrze, jak zawsze podkreślam, że chodzi mi o koci komfort – jego maksymalny, możliwy do osiągnięcia poziom. Zawsze więc kot najpierw musi zobaczyć, że faktycznie może poczuć się swobodnie w mojej obecności. I dlatego nie „macham wędką” już od samego progu.

Po raz pierwszy zawsze widzimy się na spotkaniach zapoznawczych (w naszym słowniku znanych jako „skotkania” 😉), a kolejne moje spotkanie z kotem najczęściej odbywa się już sam na sam. Ta pierwsza wizyta również jest szalenie ważna dla powodzenia całej opieki – to ona ma pokazać kotu, że w sytuacji, kiedy opiekuna nie ma obok, z mojej strony wszystko będzie przewidywalne i spokojne – a nie gwałtowne i zaskakujące. Bywa tak, że jeśli kot ma potrzebę dokładnego sprawdzenia, kim jestem i skąd przybywam – to siedzę i spokojnie czekam, aż na spokojnie wszystko obwącha, poociera się, powymienia zapachy – i wcale jeszcze wtedy go za bardzo nie dotykam (ocieranie to nie zawsze jest zaproszenie do głaskania). I tak poznajemy się na spokojnie i uwierzcie mi, że to jest bardzo piękne i wzruszające, kiedy przy kolejnych wizytach kot ma już poczucie brzmiące mniej więcej tak: „znam cię już trochę i w miarę wiem, czego się spodziewać” i pokazuje coraz więcej swobody.

A są też i takie pierwsze wizyty, gdzie kot chce od razu więcej kontaktu, głaskania, aktywności – albo wszystkich, albo tylko jednej z wymienionych rzeczy (bo jak wiadomo, TO ZALEŻY 🙈). Ale nawet tutaj nie oznacza to, że od razu będzie bawił się w identyczny sposób, jak ze swoim stałym opiekunem.

I obie wymienione wyżej sytuacje są jak najbardziej normalne. Bo to nie chodzi o to, żeby udowadniać Wam, że kot tak świetnie się ze mną bawi i na siłę robić fotki, jak „szaleje za wędką” – tylko o to, żeby kot czuł się NAPRAWDĘ dobrze pod Waszą nieobecność. Muszę na bieżąco obserwować, co „mówi” i myśleć nad tym, jak najlepiej się wobec niego zachować i co najlepszego mogę mu zaproponować, żeby było dla niego po prostu fajnie. Jeśli chce tropić i mordować wędkę – jasne, super, robimy tak! Zgodnie ze sztuką łańcucha łowieckiego, oczywiście. Ale jeśli kot woli subtelniej, mniej, delikatniej – to tak właśnie będzie. I między innymi za to kocham tę pracę.

A jak kotów w domu jest więcej, to – biorąc pod uwagę ich wzajemne relacje – wszystko może być w ogóle jeszcze inaczej! 😃🙈



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *